Katastrofa katyńska przyczyniła się do podziału społecznego w Polsce. Podziału to chyba za duże określenie - katastrofa przyczyniła się do wykrystalizowania wyimaginowanych obrońców wiary, którą uosobnili w krzyżu pod pałacem prezydenckim (który postawiono po katastrofie pod Smoleńskiem).
Fanatycy religijni w imię obrony wiary nie dopuszczają do przeniesienia krzyża do pobliskiego kościoła św. Anny. Utworzyli ludzki mur nie do przebicia złożony z kolektywów sztucznej wiary. Nie dopuszczą nikogo do krzyża, póki władze nie postawią pomnika tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy aby nie zbyt szybko na stawianie pomnika? Wydaje się, że pomnik można postawić, gdy ustanie aktualny zamęt i narodowe poruszenie. Sam pomnik Piłsudskiego postawiono kilkadziesiąt lat po jego śmierci, która nastąpiła 1935 roku. Nie warto nawet porównywać zasług Marszałka z pięcioletnią prezydenturą Kaczyńskiego.
Sam Lech Kaczyński jako prezydent był przedmiotem licznych drwin i kompromitacji. W społeczeństwie podzielonym podczas jego prezydentury wykreował się obraz niekompetentnego prezydenta, wybranego przez ludzi starszych (związanych z rozgłośnią radiową Radiomaryja, które to było związane z PiS oraz o. Rydzykiem). Dlaczego katastrofa miałaby doprowadzić do zmiany obrazu Prezydenta? O zmarłych nie mówi się źle albo wcale. Pytam dlaczego prezydent, którego stale krytykowano -po śmierci zostaje ukazany w samych superlatywach?
